poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Galeria Zgłoszeń do Konkursu z Matą Dżungla + WYNIKI!

******** Aktualizacja 13.05.2018 *********

Witajcie, konkurs dobiegł już końca. 
Serdecznie dziękuję za fantastyczne, wspaniałe, piękne wspomnienia i tak liczny udział 😘 
Niestety nagrody jest tylko jedna i nie mogę nagrodzić wszystkich. 
A wybór był mega mega trudny !!! 

Wyniki konkursy



Miałam wielki dylemat ale już jest decyzja i zdania nie zmienię. Wszem i wobec przedstawiam zwycięskie wspomnienia:

Moje najpiękniejsze z dzieciństwa wspomnienie...to marzenia mojego spełnienie. Co roku rodzice mnie i siostrę w wakacje do dziadków na wieś zawozili. Cały miesiąc tam spędzałyśmy i z braku innych dzieci trochę się nudziłyśmy. Zabaw masę wymyślałyśmy, najczęściej w kurniku kury ganiałyśmy. Do babci na ogród chodziłyśmy i warzywa zbierałyśmy. Z marchwi,sałaty i groszku zupę gotowałtśmy. Często przez to babcię zdenerwowałyśmy, bo niestety warzyw sporo zmarnowałyśmy. Obie z siostrą o takim swoim kąciku-domku marzyłyśmy. Kuchnie byśmy tam miały i grzecznie na niby tam potrawy przygotowywały. Gdy parę dni deszczowych nastało,dziadka ciągle gdzieś wywiewało. W końcu znowu za oknem słonko się pojawiło. Dziadek z babcią nas zawołali i na dwór raz dwa poganiali. Do kurnika dziadek nas zaprosił. A tam pewien widok nas zaskoczył. Miejsce od kurek ogrodzone było. W pierwszej części cudo zbudowane zostało. Nasz dom do zabawy dziadek zbudował, dlatego całymi dniami gdzieś się chował. Nasz domek ściany i daszek miał metalowy. Nie bałyśmy się więc deszczowej pogody. W środku garnki i talerzyki stały do zabawy. Dziadek poprosił żebyśmy z trawy i liści gotowały potrawy. Tak właśnie robiłyśmy. Nawet torty z piasku piekłyśmy. Wiele pięknych, radosnych chwil tam z siostrą spędzałyśmy. Dziadkowi wielkim buziakiem podziękowałyśmy. Pięknym jest gestem gdy dziecku coś od siebie dajemy. Tego mnie dziadek właśnie nauczył. Mój starszy syn Marcel lat ma dwa,często tak go uszczęśliwiam i zabawki z kartonu mu robię. Wtedy np. zamek tworzymy i w króla, pogromcę smoków się bawimy. 

O matę dla maluszka z brzuszka się staramy. Już wkrótce będzie z nami. Marcelek dzidzi na imię dał Maja. My z mężem to zaakceptowaliśmy i wybór synka za dobry uznaliśmy. 


 WYGRYWA:



 Gratuluję i czekam na dane wraz z adresem email i numerem telefonu dla kuriera tu na mój email sssrudzia@gmail.com. Przypominam że na dane czekam 3 dni od publikacji wyników, potem wybieram kolejną osobę.

Sami widzicie że wybór był trudny. Mam nadzieje że nikt się nie obrazi i nie ucieknie 😊
Serdecznie raz jeszcze dziękuję za super ciepłe historie Waszych cudownych wspomnień bardzo miło to się czytało, zaskoczyliście mnie niesamowicie i dziękuje sponsorowi Canpol Babies za piękną nagrodę. Zapraszam do śledzenia strony Zakątek Myrki Pyrki.

Serdeczne Gratuluje 😊


*****************************************


Wasze zgłoszenia kolejność przypadkowa:

Zgłoszenie nr 1
Zgłasza Hanna Damaszk
Gram dla dzidziusia dla przyjaciółki które jest jeszcze w brzuszku mamy ,także imienia jeszcze nie znamy ♥️(zgłoszenie na Facebooku).

Najmilsze wspomnienia z dzieciństwa to wspomnienie,posiadania obok swojej ukochanej matki . Wspólne spacery ,rozmowy ,wyjście na lody . Świadomość posiadania kogoś na kim zawsze można polegać,porozmawiać ... Ten beztroski uśmiech,po którym życie stawało się piękniejsze...
*************************************
Zgłoszenie nr 2
Zgłasza Marlena Lembowicz
A gram dla Oleńki która za 6 dni będzie miała 2 miesiące ❤️(zgłoszenie na Facebooku).

Ojej mam pełno o takich. Ale szczególnie wspominam gdy wraz z kuzynostwem siadalismy na schodach u babci i podziwialiśmy ściany pełne naklejek z samochodami (zbiór wujka) i wybieralismy swoje samochody przyszłości. ❤️ Za każdym razem tak siedzieliśmy i kłóciliśmy gdy ktoś wybrał takie samo auto ❤️
*****************************************
Zgłoszenie nr 3
Zgłasza Edyta Zygmunt Lewiccy
Gram dla Wiktorii 5 miesiecy(zgłoszenie na Facebooku).

Wspomnienie... Było wiele takich na wakacjach u dziadków na wsi. Ciągle myślami wracam do tych czasów. Babcia budziła nas o 5, wyganialysmy krowę na łąkę i wracaliśmy na śniadanie, które najpierw musieliśmy zebrać w kurniku, czy ogródku. Babcia i dziadek uczyli nas różnych prac, zabierali nas w pole gdzie spędziliśmy czas bawiąc się i poznając tajniki dbania o gospodarstwo. Smak mleka prosto od krowy, pamiętam do dziś. Tak samo zapach świeżo skoszonej trawy i zboża. Nawet pamiętam i umie zrobić powrósła do snopków. :-D Pamiętam dziadka który przygotowywał frytki, były jego ulubione. Szkoda że te czasy nie wrócą, a jeszcze większą, że tego nie przeżyją nasze dzieci.
*****************************************
Zgłoszenie nr 4
Zgłasza Patrycja Iwanicka
O matę dla maluszka z brzuszka się staramy. Już wkrótce będzie z nami. Marcelek dzidzi na imię dał Maja. My z mężem to zaakceptowaliśmy i wybór synka za dobry uznaliśmy. (zgłoszenie na Facebooku).

Moje najpiękniejsze z dzieciństwa wspomnienie...to marzenia mojego spełnienie. Co roku rodzice mnie i siostrę w wakacje do dziadków na wieś zawozili. Cały miesiąc tam spędzałyśmy i z braku innych dzieci trochę się nudziłyśmy. Zabaw masę wymyślałyśmy, najczęściej w kurniku kury ganiałyśmy. Do babci na ogród chodziłyśmy i warzywa zbierałyśmy. Z marchwi,sałaty i groszku zupę gotowałtśmy. Często przez to babcię zdenerwowałyśmy, bo niestety warzyw sporo zmarnowałyśmy. Obie z siostrą o takim swoim kąciku-domku marzyłyśmy. Kuchnie byśmy tam miały i grzecznie na niby tam potrawy przygotowywały. Gdy parę dni deszczowych nastało,dziadka ciągle gdzieś wywiewało. W końcu znowu za oknem słonko się pojawiło. Dziadek z babcią nas zawołali i na dwór raz dwa poganiali. Do kurnika dziadek nas zaprosił. A tam pewien widok nas zaskoczył. Miejsce od kurek ogrodzone było. W pierwszej części cudo zbudowane zostało. Nasz dom do zabawy dziadek zbudował, dlatego całymi dniami gdzieś się chował. Nasz domek ściany i daszek miał metalowy. Nie bałyśmy się więc deszczowej pogody. W środku garnki i talerzyki stały do zabawy. Dziadek poprosił żebyśmy z trawy i liści gotowały potrawy. Tak właśnie robiłyśmy. Nawet torty z piasku piekłyśmy. Wiele pięknych, radosnych chwil tam z siostrą spędzałyśmy. Dziadkowi wielkim buziakiem podziękowałyśmy. Pięknym jest gestem gdy dziecku coś od siebie dajemy. Tego mnie dziadek właśnie nauczył. Mój starszy syn Marcel lat ma dwa,często tak go uszczęśliwiam i zabawki z kartonu mu robię. Wtedy np. zamek tworzymy i w króla, pogromcę smoków się bawimy.
A Ty Paulina Jasiówka
Wioletta Marciniak jakie macie najpiękniejsze z dzieciństwa wspomnienie?
*****************************************
Zgłoszenie nr 5
Zgłasza Maria Krak
Gram do córki Oli, 4 miesiące(Zgłoszenie na blogu w komentarzach). 

Moje najmilsze i jedno z boleśniejszych wspomnień z dzieciństwa to niezapomniana zimowa przygoda:) Miała ona miejsce jakieś 18 lat temu, gdy byłam małą dziewczynką. Ale bardzo dobrze pamiętam tę przygodę. Otóż razem z siostrą i z kilkorgiem dzieciaków ze szkoły wybraliśmy się na worki na pobliską górkę za moim domem. Muszę zaznaczyć, że owa górka jest sporych rozmiarów i na samym dole tej górki znajduje się tak jakby mały uskok, że zjeżdżając z górki nagle się trasa urywa i leci się w powietrzu. Oczywiście pomysł z workami był spontaniczny, więc z siostrą nie byłyśmy przygotowane na to i owych worków w tej chwili nie posiadałyśmy. Trzeba było na szybko coś wymyślić żeby móc pozjeżdżać z dzieciakami. I oto zaświeciła nam się magiczna lampka nad głową i wpadłyśmy na genialny pomysł. Na strychu stała stara, nieużywana już pralka, która miała ogromną, płaską, metalową pokrywę, która jak się okazało mknęła po śniegu niczym Adam Małysz skacząc ze skoczni. Radości ze zjeżdżania była co nie miara, wszystkie dzieciaki nam zazdrościły zawrotnej prędkości jaką osiągałyśmy - do czasu:) Otóż zjeżdżając już któryś raz z kolei nagle przed nami wyrosło kretowisko - niestety naszą super zjeżdżalnia nie dało się kierować bo nie posiadała sznurka jak to jest przy standardowym worku. No więc w to kretowisko uderzyłyśmy, nagle trasa się skończyła i leciałyśmy w powietrzu. Niestety lądowanie już nie było takie przyjemne - zamiast upaść na mięciutki worek nasze tyłki wylądowały na twardym kawale metalu i niestety trochę się poobijały:) Do tej pory na to wspomnienie bolą nas tyłki, ale co jak co to była prawdziwa zabawa:) Na fb lubię jako Maria Krak :) 
*****************************************
Zgłoszenie nr 6
Zgłasza Andżelika Szramowiat
Gram dla Piotruś 12 miesięcy. (Zgłoszenie na Facebooku).

O matę dla maluszka z brzuszka się staramy. Już wkrótce będzie z nami. Moje wspomnienie z dzieciństwa które pamiętam to jak zawsze wieczorem ja z mamą śp. I moim tatą szliśmy wieczorem do babci i dziadka gdzie do dzisiaj jest piec kaflowy, i babcia piekła proziaki, dziadek piekl chleb z Vegetą i talarki ziemniakow przy tym grał na bandżo, lub gitarze bo był uzdolniony muzycznie a po przygrywaniu starych piosenek które wiekszosci sam pisał i ukladal melodie straaasznie lubialam jak opowiadal jak to bylo dawniej przed wojna i po wojnie, jak był mały, gdzie później pracowal to bylo mega ciekawe zwłaszcza ze mieszkalismy w takiej miejscowości gdzie był pałac-dworek i on tam pracował jako żeźbiarz <3 piękne wspomnienia
*****************************************
Zgłoszenie nr 7
Zgłasza Katarzyna Julia Sowińska Sułek
Gram dla corki Igi 7 miesięcy. (Zgłoszenie na Facebooku).

A najpiękniejsze wspomnienie  z dzieciństwa wiele ale miło wspominam  coroczne wakacje u babci i dziadka gdzie bawiłam się z ciotecznucm rodzeństwem lub pokazaliśmy dziadkom przy zwiwach 😊
*****************************************
Zgłoszenie nr 8
Zgłasza Ewelina Stasiczak
Gram dla synka Jacka - 5 miesięcy:)(Zgłoszenie na Facebooku).

Moje najmilsze wspomnienie z dzieciństwa to zabawa w ,,Małpi gaj". Nieopodal mojego rodzinnego bloku jest las a przed nim mały lasek. Kilka drzew, krzewów, trawa, kwiaty. Wraz z koleżankami robiłyśmy sobie z tego małego lasku właśnie ,,małpi gaj". Przynosiłyśmy różne rekwizyty i cały dzień mijał na zabawie. Z patyków robiłyśmy stoliczek, z liści krzesła. Była to taka nasza wspólna dżungla. Mimo, że nie było egzotycznych zwierząt to towarzyszyły nam psy albo koty. Czasami zabawa w dom, czasami granie w klasy, w gumę.  Do dziś z koleżankami wspominamy nasze zabawy w tym zakątku, bo niestety na chwilę obecną nasz ,,małpi gaj" został zlikwidowany na poczet parkingu.
*****************************************
Zgłoszenie nr 9
Zgłasza Sylwia Cichoń
Gram o mate dla mojego Synusia Frania, który jest jeszcze w brzuszku i urodzi się w sierpniu :) (Zgłoszenie przesłane na email)  

Moje najmilsze wspomnienie z dzieciństwa :
Od kiedy tylko pamiętam rodzice zawsze zawozili mnie na wieś na wakacje do dziadków. Ja nie potrzebowałam gorących palm, ani morza, gór, jezior... Jedyne na co czekałam co roku to wieś, moja kochana wieś która miała swój urok, zapach, magię. Tam mogłam być naprawdę sobą i robić co tylko chcę. A moje najmilsze wspomnienie to jeden taki dzień wakacji gdy postanowilam być podróżnikiem. Najpierw zrobiłam sobie w lasku brzozowym obok domu dziadków swoją własną samotnie :) Ze znalezionych w stodole desek i starych ubrań zbudowałam swój domek. Zanioslam tam nikomu juz nie potrzebny garnek, łyżkę, krzesło, jakiś znaleziony koc i tyle mi było do szczęścia potrzebne. Zerwałam z ogródka marchewki, ogórki i szczypiorek i to było moje jedzenie. Część zjadłam a część pakowalam do plecaka, rysowalam mapę skarbow i szłam przez łąkę, obok rzeki, drzew aż do pobliskiego lasu gdzie szukałam swoich przygód, zbierałam ciekawe okazy, kamyki, rośliny a przy okazji maliny o Jagody, poziomki. To były moje zdobycze. A potem przychodziłam do swojego domku gdy już był wieczór i tam jadłam i zachwycalam się swoimi okazami. Udało mi się nawet namówić babcie i dziadka żeby spać tę jedną noc w moim domku :) Najpierw leżałam przed domkiem i patrzyłam na rozgwiezdzone niebo (na wsi jest Jeszce większe i piękniejsze) a później poszłam spać w moim... Moim własnym domku podróżnika, który sama zbudowałam :) :) :) Wspomnienie nie do opisania... Tak bardzo tęsknię za tym czasem, beztroskim czasem marzeń dziecięcych i uśmiechu. Szkoda że nie mogę czasem choć na chwilę wrócić tak naprawdę do tamtych wakacji... No ale są wspomnienia podróżnika :) A moje dzieciątko też będzie podróżnikiem w dzikiej dżungli Canpol Babies jeżeli uda nam się wygrać :) Dziękujemy za tę szansę i pozdrawiamy z brzuszka mamy :) 
*****************************************
Zgłoszenie nr 10
Zgłasza Paulina Witkowska
Gram o matę, dla maluszka mojej siostry. Płeć i imię jeszcze nie znane :) (Zgłoszenie na blogu w komentarzach). 
Na świat przyszła moja siostrzyczka. Mała siostrzyczka. Ja miałam wtedy 5 lat. Gdy brzuszek mamy był już coraz większy, zaczęłam zbierać pieniążki do skarbonki. W dniu narodzin mojej siostry poszłam z tatą do naszego osiedlowego sklepu. Zabrałam ze sobą swoje oszczędności ze skarbonki. Kupiłam pomarańczowego słonika z kolorowym brzuszkiem. Był to prezent dla mojej młodszej siostry. Wręczyłam jej go, gdy tylko pierwszy raz zobaczyłam ją w szpitalu.Wielka radość :)To wspomnienie jest ze mną do dziś, tym bardziej, że słonik cały czas jest w naszej rodzinie :)
*****************************************
Zgłoszenie nr 11
Zgłasza Angelika Bednarczyk
Gramy dla chrzesniaka NIKOSIA 3 miesiące. (Zgłoszenie na Facebooku)


Takich wspomnień jest masa, ciężko zdecydowac się na jedno.
Jako jedynaczka czas spędzalam z kuzynostwem i to z nimi mam mnóstwo wspomnień. Zazwyczaj nasze pomysły do mądrych nie należały więc napiszę o czymś normalnym 😊
Zazwyczaj siadalismy w 4, rozgladalismy się i mówiliśmy o duchach. Na podwórku stała taka ogromna stodoła i to zazwyczaj w niej tak "straszyło" bardzo często ktoś tam "stał lub patrzył na nas" wiadomo dziecięca wyobraźnia nie zna granic 😉
Najstarsze były te oczy patrzące na nas  , a jak już zaczęło coś pukac to już wgl krzyk i ucieczka.
Teraz wspominamy to i się śmiejemy.
Czekam aż moje maluchy podrosna i zaczną przeżywać takie historie 😊
*****************************************

Zgłoszenie nr 12
Zgłasza Anna Mikulska
Gram dla mojej kochanej Julci😃a Julcia jest jeszcze w brzuszku😃. (Zgłoszenie na Facebooku).

Moje najmilsze wspomnienie z dziecistwa to czas spedzony z moim ukochanym bratem Piotrkiem czas kiedy mnie bronil przed kazdym upadkiem wspolne spacery lody ktore uwielbialismy oboje do dzis slysze glos naszego dziecięcego usmiechu ktory z biegiem lat sie zmienial 😃
*****************************************

Zgłoszenie nr 13
Zgłasza Anna Mikulska
Gram dla Dzidziuś jest jeszcze w brzuszku na świat przyjdzie w czerwcu. (Zgłoszenie na Facebooku).

Wsponinam wspinaczki na drzewa z kuzynami 😀😉😀   
*****************************************

Zgłoszenie nr 14
Zgłasza Emilia Deptuła Zyśk
Gram gram dla Antosia 3 miesiące. (Zgłoszenie na Facebooku).

Wszystko co związane z babcią 😘😘☺☺😢babcia miała kuchnie kaflową i co tydzien na sobote jechaliśmy do babci i oczywiście piekliśmy podpłomyki .Albo wspólne spacery z babcia .Żal bo babci nie ma już w śród nas ale czuwa .
 *****************************************
Zgłoszenie nr 15
Zgłasza Barbara Biczak
A Gram dla kochanej córci ROKSANKI która ma 6 miesięcy ❤️ (Zgłoszenie na Facebooku).

Moje najpiękniejsze z dzieciństwa wspomnienie... To gdy spotykalam się z przyjaciółkami i bawiliśmy się wspólnie w skliepik na podwórku. Gotowalysmy także różne obiadki, jeździliśmy na rowerach. To były piękne czasy które czasami warto powspominać ❤️

 *****************************************
Zgłoszenie nr 16
Zgłasza Marlena Siwek
Gram dla Amelki 5 miesięcy (Zgłoszenie na Facebooku).


Moje najmilsze wspomnienie  z dzieciństwa  wspinanie się po drzewach ,zabawa w podchody ,zabawa w chowanego  z rodzeństwem   💕 💕 Zapraszam Serdecznie Julia Karlowska,Małgorzata Siekierska 😉
 *****************************************

Zgłoszenie nr 17
Zgłasza Isabelle Tourine
Gram dla Amelki 5 miesięcy (Zgłoszenie na Facebooku).


Najmilsze wspomnienia z dziecinstwa to takie kiedy w kolo byli obydwoje rodzice... niestety moi rodzice bardzo wczesnie sie rozwiedli niemniej potrafie w glowie odtworzyc chwile kiedy byli przy mnie blisko razem. Rowniez wspominam zabawy z via i to jak bawiac sie w chowanego schowalam sie na segmencie pod sufitem.
 *****************************************
Zgłoszenie nr 18
Zgłasza Monisia Zielińska
Gram dla Adrianki 3 miesiące.. ;) (Zgłoszenie na Facebooku).

Pamiętam to jak dziś. Miałam wtedy cztery lata i dorwałam się do kuferka z kosmetykami mamy. Ona zajęta przygotowywaniem kolacji nie zauważyła nawet kiedy zrobiłam Sobie „make up” na miarę korony Miss Polonia. ;) Usta czerwone, róż na policzkach. Och jaka byłam zdolna… Szkoda tylko ze przy tej okazji ucierpiała moja biała sukienka w groszki. Kąpiel tego dnia była wyjątkowo długa i kolorowa. Zabarwiłam wodę na kolory tęczy. Wszystko za sprawą makijażu i brokatu który potajemnie zwędziłam do łazienki.. Byłam z Siebie taka dumna i szczęśliwa. W końcu moja wanna przypominała prawdziwy raj. Mama musiałam zmieniać wodę na nową, a ja miała dwa razy dłuższy czas kąpieli czyli zabawy... Przygodę wspominam do dziś z uśmiechem.. ;D

 *****************************************
Zgłoszenie nr 19
Zgłasza Krystyna Jeziorska
Gram dla małej Ani, ma 5 tygodni ;)(Zgłoszenie na Facebooku).

Miałam wtedy może dziewięć lat. Był dzień urodzin Mojej Mamy. Chciałam zrobić jej niespodziankę i przygotować tort z naleśników. Przepis znałam na pamięć. Często przyrządzałam je razem z mamą, więc zebranie składników zajęło mi chwilę. Mieszając produkty wszystko szło Mi bardzo sprawnie. Ciasto miało idealną konsystencje. Dodałam nawet tajny składnik- gazowaną wodę, która zapewniała pulchność naleśników. Upiekłam ich dużą stertę. Przełożyłam kremem i konfiturą z czarnej porzeczki. Udekorowałam bitą śmietaną i owocami. Tort wyglądał naprawdę ładnie. Zaparzyłam herbatę i czekałam z cierpliwością na mamę. Słysząc jej kroki krzyknęłam NIESPODZIANKA! Moja mama była bardzo wzruszona. Zasiadając do stołu zaczęła od napicia się herbaty. Ups... Jej mina wyznała, że coś tu nie gra. Okazało się, że zamiast cukru posoliłam ją sola. .. Tort jednak osłodził tą drobną gafę. Od tego czasu moja mama preferuje gorzka herbatę.
 *****************************************
Zgłoszenie nr 20
Zgłasza Barbara Furtak
Gram dla miesięcznej Kasi.(Zgłoszenie na Facebooku).

Wybrałam się z rodziną na wakacje do babci. Była piękna, słoneczna pogoda. Razem z mamą postanowiłam odpocząć w blasku słońca w ogrodzie. Tata rozstawił nam leżaki i poczęstował pomarańczowym sokiem. W tle było słychać muzykę. Nasza chwila rozkoszy nie trwała jednak długo. Zakłóciło ją ciche bzyczenie. Bzz... To wstrętna pszczoła zbliżyła się do mojej szklanki z sokiem. Zanim zdążyłam coś powiedzieć usłyszałam trzask. Moja mama zaklinowała się w leżaku. Zbyt gwałtownie wstała i .. bam! Była uwięziona. Minęła chwila zanim tata ją uwolnił. Po pszczole nie było już śladu, jednak jej bohaterstwo zostało nagrodzone słodkimi buziakami..

 *****************************************
Zgłoszenie nr 21
Zgłasza Emilia Burdon
Gramdla dzidzi w brzuchu a imienia jeszcze nie mamy ;)(Zgłoszenie na Facebooku).

'Najmilszym wspomnieniem z dzieciństwa jest zabawa z  sąsiadem  :) latem udawaliśmy  małych detektywów ,obserwowaliśmy zza krzaków mieszkańców  spacerujących drogą , nawet mieliśmy radio na kasety i nagrywaliśmy nasze komentarze na dyktafon  . Nazwaliśmy się "Nieustraszonymi"  =D . Do dziś nie zapomnę jednego nagrania: Emilia biegnąc z punku A do punktu B walnęła głową w dwa sznurki na pranie wiszące za stodołą  =D  (pamiętam do dziś moją twarz z dwiema rysami na twarzy i śmiech kolegi a potem i mój  i mojego brata:) ). Zimą też nie brakowało nam  pomysłów:)  Chodziliśmy na łąkę tam była rzeka i jeździliśmy na łyżwach. On mówił ze jest bacą a ja dziewczyną z Giewontu i wymyślaliśmy historię że jesteśmy małżeństwem =D  nie zapomnę tego nigdy. Śmiechu, żartów wspomnienia są cudne'' 
 *****************************************
Zgłoszenie nr 22
Zgłasza Agata Leśnik
Gram dla synka, który przyjdzie na świat na początku czerwca :)(Zgłoszenie na Facebooku).

Razem z bratem i trójką kuzynostwa uwielbialiśmy spędzać czas u babci na wsi. Nasza babcia choć już była starsza, schorowaną kobietą zawsze potrafiła wymyślić coś szalonego, by zainteresować i okiełznać niesforną gromadkę. Nocne bieganie w babcinych halkach i wycie do księżyca,budowa iglo i bitwa na śnieżki czy lalki z kolby kukurydzy - to była nasza codzienność. To także babcia zupełnie nieświadomie podarowała mi najbardziej niewiarygodny moment w moim życiu... To był upalny, letni dzień, więc babcia wymyśliła, że udamy się na piknik do pobliskiego lasu. Spakowaliśmy koc i kilka smakołyków i wyruszyliśmy na wyprawę. Chłopcom po pewnym czasie znudziło się wspólne biesiadowanie, więc babcia zabrała ich na poszukiwanie idealnych patyków do stworzenia indiańskich łuków. Zostałyśmy z kuzynką same. Nagle naprzeciw nas, dosłownie na wyciągniecie ręki stanął cudowny, dostojny jeleń. Jego poroże było tak piękne i ogromne, że zamurowało nas z wrażenia - a może to był strach? Przez kilka sekund tkwiliśmy tak jak w zawieszeniu wpatrując się sobie nawzajem prosto w oczy. I chociaż od tego zdarzenia minęło 25 lat nigdy nie zapomnę tej głębi brązowych oczu, ciszy i spokoju jaki nas wtedy ogarniał.
 *****************************************
Zgłoszenie nr 23
Zgłasza Magdalena Kordek
Gram dla swojego 4 miesięcznego synka Czarusia, który na pewno by się ucieszył z takiej zabawki :)
(Zgłoszenie przesłane na email).

 Do 8 roku życia mieszkałam z mamą i rodzeństwem (7 lat i 5 lat) w 
bloku, gdzie mama cały czas obiecywała że jak zamieszkamy w końcu na wsi 
to będziemy mieli psa. Kiedy udało mam się w końcu przeprowadzić, w 
ferworze nowej szkoły, przyjaciół, meblowania pokoju zapomniałam o tym. 
W końcu przyszedł 6 grudnia, mikołajki, po kościele słyszymy w kuchni że 
dzwoni jakiś delikatny dzwoneczek za drzwiami kotłowni. Mama kazała mam 
otworzyć drzwi. Ja byłam tą odważną, po chwili zobaczyłam małego pieska 
który miał na szyi wstążeczkę z małym dzwoneczkiem, ale nie był w stanie 
wejść po schodku do kuchni, więc przewrócił się na plecy. Z 
rozczarowaniem i łzami mówię: "zabawka". A mama: "wnieś tą "zabawkę" do 
kuchni". Piską i krzykom nie było końca, jak zobaczyliśmy że to 
najprawdziwszy na świecie szczeniaczek. Od razu wiedzieliśmy, że nie 
może nazywać się inaczej niż Dzwonek.  
 *****************************************
Zgłoszenie nr 24
Zgłasza Izabela Bor

Razem z niemalże dwuletnim Szymonem gramy dla jego siostry w brzuszku :-)

Może ta odpowiedź wyda się bardzo banalna. 
Moje najmilsze wspomnienie związane jest z domkiem dla lalek.Domek dla lalek! Zrobił go dla mnie mój tata. Pamiętam, że wtedy bardzo się dziwiłam czemu wraca tak późno do domu. Tata robił dla mnie własnoręcznie domek dla lalek w zakładzie u swojego kolegi w zamian za pomoc przy budowie czegoś, To było bardzo dawno temu, a ja pamiętam jakby 6 grudnia był dzisiaj. Kiedy wstałam rano zobaczyłam, że moja skarpeta na prezent jest pusta. Bardzo się zasmuciłam. Wtedy spojrzałam obok i tam właśnie stał MÓJ DOMEK! Był to piętrowy domek dla lalek, pomalowany oczywiście na różowo. Miał cztery okna. Było miejsce na firaneczki. A w środku znajdowały się jeszcze mebelki. Mała sofa, stół i cztery krzesła. Obok była kuchnia. Tam jakieś szafeczki i jakby taka kuchenka. Na górze były dwa pokoje sypialne. To było moje wielkie marzenie dostać taki domek. Kiedyś zobaczyłam taki na wystawie sklepowej. Jednak wtedy tata nie miał pieniążków, ale obiecał, że kiedyś go dostanę. To było fantastyczne uczucie. Wreszcie koleżanki przychodziły do mnie z wielką chęcią bawić się. To były wspaniałe lata mojego dzieciństwa. ;) A teraz domkiem bawią się pewnie dzieci w domu dziecka. Jak trochę podrosłam tam zawiozłyśmy go z tatą. Chciałam aby inne dziewczynki też mogły się nim nacieszyć.
 *****************************************
Zgłoszenie nr 25
Zgłasza Anna Antonowicz
Gram dla synka wojtusia 3 miesięcznego.  (Zgłoszenie na Facebooku).

Wspomnienie takie najmilsze dla mnie zawsze bedzie związane z moimi dziadkami. Ferie i wakacje pełne przygód beztroski rozpieszczanie przez dziadków. Dużo słodyczy i obiad z 3 dań.  Wracałam do mamy z + 10 kg .😂 Ale kto babci odmówi tak pyszne jedzenie? 😁najgorsze było odjezdzanie  do domu.  Ja płakałam i babcia  tez. Dla mnie była drugą mamą i byłam do niej bardzo przywiązana.  Mam nadzieję że moje dzieci będą miały takie same wspaniałe wspomnienia jak ja z dziadkami . Teraz już ich nie ma ale to wszystko co mi dali zostaje w głowie do końca życia .
 *****************************************
Zgłoszenie nr 26
Zgłasza Honorata Broniewska
Gram dla synka Olgierda Synek ma 2 miesiące i 5 dni😄😄😍😍😍😘😘😘😍 
(Zgłoszenie na Facebooku).

Moja najmilsze A zarazem śmieszne wspomnienie to karmienie rybek naszego taty przeze mnie oraz mojego brata. Tata po nocce położył się spać A mama jak co rano pojechała do pracy. Więc długo nie myśląc stwierdziliśmy że rybki naszego taty są głodne postanowiliśmy je nakarmić. Tylko był jeden mały problem... 😂😂😂 nie było pokarmu dla nich więc dzieci "głupie troszeczkę " postanowiły je nakarmić SZAMPONEM BAMBINO DLA NIEMOWLĄT... 😂😂 tak dobrze słyszucie 😂😂 myśleliśmy że tata nas zje żywcem 😂😂😂 jedyna rybka jaka przeżyła to glonojad... Tata tylko się na nas spojrzał i zaczął się śmiać po czym pogratulował nam pomysłu ale widać było po nim że troszkę mu smutno było. To wspomnienie pozostanie w głowach naszej całej trójki... 🤣😂😂 i chciałam też podziękować mojemu bratu za to że od małego jest że mną i mogę na niego liczyć 😍😂😘
 *****************************************
Zgłoszenie nr 27
Zgłasza Agnieszka Sikorska
Gram dla córki MARTYNY, najlepszy skarb jaki otrzymałam od życia. Ma obecnie 4 miesiące ☺☺☺☺☺
(Zgłoszenie na Facebooku).

Moim najmilszym wspomnieniem z dzieciństwa, które mam do dziś głęboko w sercu to zabawa z rodzeństwem. Kiedyś zabawy przebiegały wyłącznie na świeżym powietrzu niż obecnie młode pokolenie spędza ten wyjątkowy czas dzieciństwa na zaawansowanej technologii w domu. Cieszę się bardzo, że wychowałam się bez telefonów, komputerów i innych sprzętów oraz zabawek, do których dawnej nie było takiego dostępu. Było nas czwórka ze mną. Dwie siostry, brat i ja. Główną rzeczą jaką mieliśmy to piłka. Można było z niej działać cuda! Było tyle gier z wykorzystaniem jej, że do dziś jestem w szoku jacy byliśmy kreatywni. Jedną z głównych zabaw była gra w zimne ognie bądź inaczej zwana zbijaka. Dzieliliśmy się dwa drużyny. Rysowaliśmy na podwórku dwa jednakowe pola w kształcie kwadratów. Na każdym polu stała jedna osoba,  a na końcach pól szefowie. Trzeba było zbić osobę w polu,  ale mogła złapać piłkę i zbić przeciwnika. Jeśli tak się stało drużyna ta wygrywała. Kolejną grą z wykorzystaniem piłki była nasza zwykła piłka nożna. Własnoręcznie zrobiliśmy bramki i narysowaliśmy pole do gry. Czasami mama musiała zmuszać nas powrotu do domu, bo potrafiliśmy  grać po nocach gdy świecił księżyc. Mieliśmy wiele gier. Ale by za dużo opowiadania. Może innym razem. Rodzina i rodzeństwo jest najważniejsze. A zabawa z rodzeństwem jest super!
 *****************************************
Zgłoszenie nr 28
Zgłasza Aneta Jażdżewska
Gram dla Marysi - 7 tyg. 
(Zgłoszenie na email).

Długo się zastanawiałam nad wyborem najmilszego wspomnienia z dzieciństwa przywołując coraz to nowsze obrazy z dziecięcych lat. Jako, że dzieciństwo miałam niezwykle radosne było tego naprawdę sporo i wybór był niesamowicie trudny. No bo jak wybrać pomiędzy grasowaniem na pachnącym sianie z resztą rodzeństwa, a smakiem świeżutkiego pieczonego chleba przez babcię (a muszę przyznać, że ten robiła najlepszy na świecie). Wspominając to wszystko o czym już dawno zapomniałam w nawale dnia codziennego przepełnionego rutyną i opieką nad dziećmi postanowiłam, że tym jednym z tysięcy innych będzie wspomnienie dziadka. Dziadka, który gdy zaczynała się wiosna i pojawiały się pierwsze kwiaty brał mnie ze sobą na łąkę i robił wianki. Wianki z mleczy, stokrotek i innych kwiatków, których nazw nie znam, a które sprawiały, że czułam się jak mała księżniczka. Do dziś nie wiem skąd dziadek nauczył się je pleść, ale chwile z nim spędzone pozwalały mi czuć się wyjątkowo. 
Teraz, gdy na świecie pojawiła się mała Marysia już wiem, że teraz ja będę miała je dla niej pleść, a starszego syna nauczę tej sztuki by w przyszłości również mógł uszczęśliwić jakąś małą dziewczynkę.
 *****************************************
Zgłoszenie nr 29
Zgłasza Dorota Diana
Ps gram o matę dla młodszego Syneczka Eryka, który ma 5 miesięcy a "budka" piechów stoi dokładnie w tym miejscu gdzie kiedyś leżała poducha Riki. (Risia żyła 16 lat i była fantastycznym przyjacielem wszystkich, nawet sceptycznie podchodzącego do trzymania psów w domu Taty, i zmieniła Go na tyle że naszym Chiułałom pozwala na więcej niż my )
(Zgłoszenie na Facebooku ).

Mam wiele takich wspomnień i dłuuugo się zastanawiałam które wybrać ... ale w sumie jak tak się zastanowię to wybór był prosty. Odkąd pamiętam marzyłam o własnym psie. Nie takim odwiedzanym na podwórku Babci ale moim własnym piechu. Moja Babcia Milusia miała psy, zwykle dwa, dużego który pilnował podwórka i małego który był tzw "alarmem" (szczekliwy bystrzak który informował domowników i kolegę "osiłka" o potencjalnych zagrożeniach). Moja druga Babcia Wanda nie lubi zwierzaków i kiedy u Niej mieszkaliśmy nie mogłam mieć niczego co nie żyło w klatce w moim pokoju jak świnka morska czy chomik. (Które kochałam ale pies to całkiem co innego). W końcu wyprowadziliśmy się od Dziadków i dostałam własny pokój ale rodzice nie chcieli słyszeć o psie... wtedy stała się rzecz straszna ... Kapsel... mały owczarek Babci zdechł (żył bardzo długo i był świetnym psotnikiem - staruszkiem), co zbiegło się z "aferą domową" u jednego z kolegów Taty z pracy. Otóż żona owego Kolegi miała suczkę - medalistkę Owczarka Nizinnego Polskiego. Poprosiła męża by ten zawiózł pupilkę na wystawę psów na drugim końcu Polski, bo Ona nie dostała urlopu w tym terminie. Facet pojechał ale nie był zbytnio "wdrożony" we wszystkie procedury pielęgnacyjne i nie zauważył nawet że jego podopieczna weszła w okres rui...(kolokwialnie mówiąc zawiózł suczkę z cieczką na wystawę co jest niedopuszczalne) no i stało się... "pani poznała pana" i nie byłoby jeszcze tragedii gdyby nie fakt że "wybranek" był Ratlerem ... (skracając istny dramat 😂) ok 60 tygodni później Tata po pracy "opijał" z kolegą narodziny 5 szczeniąt. Urodziło się 4 piechy przypominające matkę i jedna mała, (połowa wielkości braci) podobna budową do ojca suczka , która po mamie miała tylko średniej długości kręconawe futerko ubarwione charakterystycznie dla owczarków. 4 pieski szybko znalazły właścicieli, jednak suczka miała niby nikłe szanse przeżycia. Mój Tata w ferworze tamtego wieczoru powiedział że On ją weźmie dla Babci - jak da radę to będzie nowym "alarmikiem". Już dwa tygodnie później moja Mama usłyszała dzwonek do drzwi i jakiś znany tylko z widzenia mężczyzna wręczył jej małą kulkę posklejaną i strasznie śmierdzącą, mówiąc "Masz - Tadek mówił że weźmiecie - jechały wszystkie 5 w tym kartonie i któreś musiało zwymiotować i się załatwić ale jak ją umyjesz to nic jej nie jest".... no nie dało się postąpić inaczej.... kiedy wróciłam tego dnia ze szkoły w domu na środku pokoju były porozkładane gazety a na nich siedziała ona - ogromna czerwona kokarda zawiązana na malutkiej puchatej kuleczce. Od razu zostałam "oświecona" że mamy ją tylko do czasu jak nie nauczy się sama jeść bo wtedy oddajemy ją Babci. Dobre i to. Rika, bo tak ją nazwałam zamieszkała na przedpokoju (miałam kategoryczny zakaz na spanie z nią w łóżku żeby przyzwyczaiła się do swojej poduchy, co miało ułatwić rychłą przeprowadzkę do Babci.) Jakieś 1.5 tygodnia po tym Mama wieszała poprane firanki i spadła ze stołka, zerwała  ścięgno w stopie i po powrocie ze szpitala napchana przeciwbólami z nogą w gipsie zasnęła. Tata gotował golonkę, i oglądał jakieś nudnawe filmidło, ja poszłam już spać. Około 4 nad ranem obudził mnie ból nosa. Jakby mi ktoś szpilki wbił! Otworzyłam oczy i nie widziałam Riki stojącej na mnie jakieś 10 cm od moich oczu. Cały pokój a jak się za chwilę okazało również resztę mieszkania wypełniał gryzący, gęsty, ciemnoszary dym. Golonka Taty wyparowała a na kuchence palił się już garnek z kupką popiołu na dnie. (Jak okazało się po czasie bo w danej chwili plując i smarcząc z Rikunią w ręku pełzłam do rodziców. Spali za zamkniętymi drzwiami i chociaż ich pokój też wypełniał ten dym, nie obudzili się, zanim ich nie "namacałam" i nie zaczęłam szarpać. Szybko otworzyliśmy wszystkie okna, balkon, drzwi wejściowe... okazało się że to malutkie zwierzątko jakimś cudem otworzyło drzwi do mojej sypialni (klamka miała wadę taką że uderzone drzwi puszczały) po zwisającej kołdrze wdrapała się do łóżka i mnie obudziła gryząc w nos! Gdyby nie psina to byśmy się udusili wszyscy troje tą nieszczęsną golonką. Tata przytulił suczkę i zapowiedział że nikomu nie odda psa który nas uratował i tym sposobem miałam swojego pierwszego piecha ... mieszkanie śmierdziało, miałam pogryziony nos i potworny bolący kaszel ale cieszyłam się jak wariat bo miałam swoja Risię!!! Teraz mam 4 psy, a mój Synek ze wszystkich się cieszy i bardzo je kocha 😘

 *****************************************
Zgłoszenie nr 30
Zgłasza Damian Kuraś
O mate gram dla mojej córki Jowitki ma 6 miesięcy.
(Zgłoszenie na Facebooku).

Najmilsze wspomnienie z dzieciństwa to takie kiedy dostałem swój pierwszy rower na Komunie Świętą był to wymarzony prezent który dostałem od swojej cioci.Tak mi się spodobał że nie chciałem się z nim rozstać nawet gdy spałem to miałem go koło siebie.Teraz to  już małe dzieci mają rowery a dawniej to był rarytas mieć rower. 
 *****************************************
Zgłoszenie nr 31
Zgłasza Martyna Ogłoza
Gram dla Martynki - 2 miejsce. 
(Zgłoszenie na Facebooku).

Moje najmilsze wspomnienie z dzieciństwa to rosa o poranku w ogrodzie mojej babci w te beztroskie lata, kiedy każdy dzień nadawał życiu sens. Pamiętam również zapach mojej babci, która brała mnie na ramiona i gładziła po główce. Pachniała wtedy magnolią, był to zapach delikatny, ale także kobiecy i lekko kokietujący. Gdy dorosłam każda wiosną wracam do tego miejsca i delektuje się świeżością powietrza, subtelnym zapachem kwitnących kwiatów i tym czymś co mnie wtedy otacza, jakby dotyk budzącej się z zimowego snu wiosny. Dlatego chętnie też otaczam się zapachem magnolii, flakon perfum z esencja tego zapachu zawsze mam ze sobą.
Teraz jestem dorosła, nie mieszkam już na wsi, nie mam ogrodu, jestem zabiegana i wiecznie zapracowana. Zawsze jednak, wybierając się po zakup odpowiedniego dla siebie zapachu przenoszę się w świat wyobraźni, dzieciństwa i wspomnień. Zawsze bowiem, gdy zamykam oczy to przypomina mi się dzieciństwo i wiosna. Czasy, gdy rodzice zabierali mnie i moje rodzeństwo nad łąkę, rozkładaliśmy koc i leżeliśmy patrząc na kwiaty. Pamiętam że ogród mojej babci był cały w tych pięknych kwiatach gdzie wszystkie razem tworzyły wspaniałe, kolorowe krajobrazy. Gdy patrzę na kwiaty przypominają mi się tamte czasy, pełne radości i beztroski. Po prostu piękne i niezapomniane chwile, które odeszły bezpowrotnie, bardzo szybko, pozostawiając po sobie jedynie wspomnienia. Zapach wiosny to dla mnie powrót do dzieciństwa, do czasów gdy beztrosko biegałam po łące pokrytej pięknymi kwiatami. Gdy myślę o tej cudownie pięknej porze roku myślę o szczęściu, o radosnych chwilach ale też o wolności i tęsknocie. Wanilia ale również słodka mandarynka, brzoskwinia, cynamon, świeże jabłko i karmel także kojarzą mi się z wiosną i z domem na wsi mojej babci gdzie spędzałam każde wakacje. Babcia była świetną kucharką, często na podwieczorek piekła nam pyszną szarlotkę którą zajadałyśmy się ze smakiem. Zapach pysznego ciasta unosił się po całym domu. Niedaleko domu rosło drzewo brzoskwiniowe, dzięki temu mogłam cieszyć się kuszącym zapachem świeżych, słodkich brzoskwiń.A nuta wanilii kojarzy mi się z pysznymi słodkimi deserami które do dziś uwielbiam i którymi delektowałam się często podczas wiosennych wieczorów. Gdy, dziś poczuję zapach moich ulubionych kwiatów lub zapach słodkiej wanilii przypomina mi się wiosna i moja ukochana babcia, jej ciepło i troska którą mi ofiarowała.
Zapach – przechowuje się go całe życie, jak rodzinne fotografie w albumach. Przypomina o rodzinnym domu, przyjaciołach, szkolnych latach, beztroskim dzieciństwie. Wraz z nim wracają wszystkie wspomnienia ciepłych chwil. Dom pachnący rosołem, świeżą, wykrochmaloną pościelą na sznurze schnącą, stołem na którym nawet chleb pachniał wyjątkowo do tego ściany przesiąknięte domową miłością. Kompot co gasił pragnienie i przez okno wpadające słoneczne promienie. Pamiętam zapachy dzieciństwa kojarzące się w szczególności z babcią – najwspanialszym drożdżowym ciastem czy pierogami. Wonie jabłek i gruszek na zawsze pozostaną zapachami dzieciństwa spędzonego na wsi, w maleńkim domku mojej babci, otoczonym lasami i ogromnym, ciągnącym się pod horyzont sadem. 
Latem, uwielbiam przebywać w ogrodzie gdzie dookoła otacza mnie zapach kwiatowy, lekko rześki i kuszący. Jesienią lubię zapach dyni i opadniętych liści. Zimą uwielbiam zapach mandarynek i pomarańczy które zwiastują święta oraz czas dla rodziny. Wiosną kuszą rześkie zapachy, jak zapach świeżo skoszonej trawy, zapach wietrzyka, zapach deszczu niosącego nowe tchnienie życia. 
Zapach towarzyszy nam każdego dnia, zawsze i wszędzie. Zapachy natury, zapachy potraw, zapachy perfum, zapachy kwiatów, zapachy życia, zapach słodki, gorzki, kwaśny - każdy zapach jest bardzo ważny i dla nas szczególny. Zapach powinien kojarzyć się nam z bezpieczeństwem, miłością, dobrocią, miłymi osobami, pięknymi wydarzeniami i z nami, by to na zawsze w nas pozostały w pamięci jako nasze najpiękniejsze, niezapomniane wspomnienia.
Zapach ma dla mnie magiczną moc, bo teleportuje mnie do pięknych wspomnień i jeszcze piękniejszych, związanych z nimi chwil. Uwielbiam zapach maciejki, która wydobywa się z przydomowego ogródka moich rodziców. To dla mnie niezaprzeczalnie zapach lata i wszystkich związanych z nim beztroskich chwil. To ona - maciejka jest dla mnie synonimem bezpieczeństwa, ciepła i wszechogarniającej radości, jaka mieści się w zapachu tych liliowych, malutkich i subtelnych kwiatuszków. Już jako mała dziewczynka, a potem nastolatka, uwielbiałam te wieczory, gdy otulona kocem, z kubkiem gorącej czekolady w dłoni wpatrywałam się w gwieździste niebo, licząc gwiazdy i wypowiadając skryte marzenia. Unoszący się zewsząd zapach maciejki tak przyjemnie wdzierał się do nosa wprawiając mnie w dobry nastrój i dopełniając tę cudowną chwilę. W trawie słychać było cykanie grającego świerszcza, którego gra była pięknym akompaniamentem dla fruwających na wietrze świetlików. Zapach tak wyostrzał zmysły i przyjemnie odurzał, wywołując we mnie euforię, podobną tym świetlikom, że i ja miałam ochotę dołączyć do nich i dać się porwać temu szaleństwu! Nawet dziś, przy każdorazowej wizycie u rodziców nie mogę sobie odmówić tej błogiej chwili na altanie, aby znów poczuć tę cudowną euforię, w którą wprowadza mnie zapach tych kwiatków.
Zapachy są w życiu tym, co z pozoru niewidoczne, nienamacalne, ale bez czego niemal nie dałoby się żyć. Bo czyż mężczyzna byłby tak pociągający bez zapachu? Czy jedzenie bez aromatów smakowałoby tak samo? Czy pobyt nad morzem na rozgrzanej plaży pozbawiony swej charakterystycznej woni wprawiałby nas w taki sam cudowny, pełen błogości stan? Jestem pewna, że nie.
Dlatego warto uzmysłowić sobie jak ważne są zapachy, które nas otaczają.
I wreszcie zapach to taki katalizator albo nawet niemal maszyna teleportująca nas w miejscu i czasie. Na pewno nieraz zdarzyło się Wam poczuć jakiś zapach, który od razu wywołał jakieś wspomnienie, przypomniał konkretną osobę, sytuację, miejsce. 
Długo zastanawiałam się o czym napisać, bo dużą część dzieciństwa spędziłam dziadkami i to ich dotyczy cała masa wspaniałych,zapachowych wspomnień. Babcine ciasto z prodiża z poziomkami zebranymi na działce, spacery z babcią na łąkę i suszenie zebranych tam ziół, mała lepianka będąca wędzarnią dziadka, z której przychodził zawsze pachnąc tak smakowicie. Takich wspomnień z dzieciństwa, urywków, obrazów jest całe mnóstwo, czasem o nich pamiętam, o niektórych dawno zapomniałam, ale gdy czasem poczuję jakiś dawno zapomniany zapach, czuję mrowienie na plecach i mam takie dziwne wrażenie, że skądś to znam...
Jednak najwspanialszym wspomnieniem z dzieciństwa jest wspomnienie... pościeli. Tak, tak... takiej pościeli i takich zapachów nie czułam bowiem od wielu, wielu lat i chyba nigdy już się nie poczuję tak , jak wtedy. I nawet jak teraz o tym piszę, to kręci mi się w oku łza... Powiecie - to co to była za pościel? Ano właśnie - zwykła, biała, czasem z jakimś haftem, czasem wstążeczką, sztywna, krochmalona, pachnąca czystością, mydłem.
*************************************
Zgłoszenie nr 32
Zgłasza Anna Mańka
Gram o matę dla syneczka Olusia, który mam nadzieję , że w najbliższych dniach się urodzi :) (zgłoszenie na Facebooku).

Takich wspomnień, które siedzą głęboko w sercu jest wiele , jednak odpowiadając na pytanie wspominam nasze rodzinne wyjazdy bardzo miło.Mój tata pochodzi z Warszawy, natomiast mieszkamy całe życie na Śląsku - dlatego co jakiś czas wybieraliśmy się w odwiedziny do dziadków do stolicy. Zawsze to była ogromna wyprawa- kanapki, kołdry, karty by się nie nudzić.Kiedy już jechaliśmy razem z bratem machaliśmy innym kierowcą,ale najciekawsze dla nas była zabawa którą tata wymyślił - Kiedy tylko pojawiało się auto z rejestracją z Wiednia kto pierwszy krzyknął "mam" miał punkt :D I tak dojeżdżając pod blok dziadków już wiedzieliśmy kto wygrał :DMoże to nie jest jakieś wzruszające wspomnienie, ale to właśnie to które z uśmiechem na twarzy się wspomina :) I tak naprawdę po mimo tego, że już jestem przed 30-tką , gdy jadę gdzieś z tatą ta zabawa zawsze trwa :D
*************************************
Zgłoszenie nr 33
Zgłasza Ewelina Skierkowska
Gram dla siostrzenicy Lenki która jest jeszcze w brzuszku mamusi.
(zgłoszenie na Facebooku).

Miałam 10 lat i wtedy była moda na zabawki jajeczka w których można było hodować zwierzątko. Wszystkie koleżanki miały to lecz moich rodziców nie było stać aby tą zabawkę mi kupić. Pewnego dnia  wraz z grupą rówieśników byliśmy w sklepie na oranżadzie. W pewnym momencie do sklepu wszedł nieznajomy który z pewnością nie był z naszej miejscowości. Pamiętam że był ubrany bardzo elegancko. W pewnym momencie podszedł do nas i zaczął rozdawać pieniądze.  Rodzice zawsze uczyli mnie żeby nie brać niczego od nieznajomych jednakże nieznajomy zapewniał nas że ma bardzo dużo pieniędzy i z chęcią się nimi z nami podzieli. Postanowiliśmy ze znajomymi wziąć te pieniądze. Następnie wręczył nam po 30 zł i prosił abyśmy wydali to na co tylko chcemy. Na tamte czasy to dla nas dzieci było to dużo. Postanowiłam za to kupić moje upragnione jajeczko zabawkę. Radości nie było końca. Do tej pory mam tą zabawkę schowaną w szufladzie i z pewnością gdy moja córka trochę podrośnie pokaże jej czym  mamusia bawiła się jak było młoda.  To wspomnienie najbardziej zapadło mi w sercu ponieważ dzięki dobrodusznemu i bezinteresownemu gestowi udało mi się spełnić moje małe marzenie: mieć małe zwierzątko :) 
*************************************
Zgłoszenie nr 34
Zgłasza Arkadiusz Wantuch
A gra dla Kacperek - 8 miesięcy ( w brzuszku)
Za ok 24 dni, przeżyje swój pierwszy dzień na świecie
 (zgłoszenie na email ).

Niezły ze mnie urwis, tak było przez lata,
Wciąż terroryzowałem młodszego brata,
Dokuczałem siostrze, lecz mnie pokochali,
I te wszystkie lata młodzieńcze wytrwali !

Wspomnień mam wiele, aż głowa mi pęka,
Żadne z nich dla moich myśli to nie udręka,
Lecz jest jedno takie, gdzie serce się raduje,
Wspomnieć taką chwilę czasem potrzebuje.

Miałem wówczas wtedy zaledwie dziesięć lat,
Kiedy rozchorował się mój młodszy Jan - brat,
Były to wakacje, więc dnie w domu spędzałem,
Jak przystało na starszego brata -opiekowałem.

Wczułem się w rolę, wiernie trwałem przy boku,
Proponowałem herbatkę, od świtu aż do zmroku,
Zdawałem relacje mamie, która w łóżku też leżała,
Wszak ukochana mamusia siostry się spodziewała.

Co to ma wspólnego z najmilszym wspomnieniem ?
Zjednoczyłem się w chwili z dziecięcym marzeniem,
Chciałem się kimś opiekować, lecz dane mi nie było,
A w moim małym serduszku opiekuńczość rozjaśniło.

Doglądałem do mamy, i braciszkowi też pomagałem,
A wszystko dlatego, że bardzo rodzinę swą kochałem,
Pomimo mego wieku, na wysokości stanąłem zadania,
Otrzymałem dzięki temu chwilę ważną, do wspominania.

Moim wielkim marzeniem było przyjaciela posiadanie,
Takiego, z którym milsze było dnia każdego spędzanie,
Marzył mi się pies... lecz rodzice zgodnie wciąż uważali,
Że oto na mało opiekuńczego chłopca mnie wychowali !

Wszystko się zmieniło, tamta chwila w sercu pozostała,
Bo moja ukochana mamusia...uwagę na mnie zwracała,
Przyglądała się opiekuńczości jaka to we mnie drzemała,
Każda sekunda, minuta czy godzina w sercu pozostała !

Chciałem się tylko opiekować ! I nastała magiczna chwila,
Która to każdego dnia od 13 lat wciąż na nowo mi umila,
Dostałem upragnionego psa, najszczęśliwsze były chwile,
Które zapisałem w sercu, a do dzisiaj wspominam mile !

A teraz ? Moja opiekuńczość na etap już wkracza nowy,
Do poznania roli ojcowskiej jestem w zupełności gotowy,
Będę się opiekował małą istotką, która wyjdzie z brzucha,
Na rączkach, blisko mego serca obejmował będę malucha.

Już za niespełna miesiąc, na świecie naszym się pojawi,
Malutki Kacperek, co radość rodzicom ogromną sprawi,
Dla niego ta mata, aby i on poczuł radość każdego dnia,
Niech opiekuńczość zapisana w sercu na zawsze trwa !
*************************************
Zgłoszenie nr 35
Zgłasza Aleksandra Branicka
A gra dla Rocznej córki Elżbiety
(zgłoszenie na email )

Mam dużo wspomnień z dzieciństwa. Wiele z nich dotyczy zdarzeń z udziałem zwierząt.
Jednym z bohaterów takich wspomnień jest kundelek,pies mojej babci. Nazywał się Mikuś.
Kiedy uczyłam się jeździć na rowerze, biegał zawsze koło mnie, wbiegał pod koła, szczekał, a ja nie raz wywracałam się i próbowałam jechać dalej.
Babcia musiała go zamykać, aż nauczyłam się jeździć.
Wtedy tata zamontował mi na kierownicy koszyczek, w którym bardzo grzecznie usadawiał się Mikuś, kiedy tylko widział jak podchodziłam do roweru.
Nie jeden raz mieliśmy wywrotkę, ale pasażer nie zrażał się.
Mikuś był psem, który uwielbiał jeździć, obojętnie czym i z kim.
Kiedy tylko widział otwarte drzwi w samochodzie, wskakiwał i trudno było go wysadzić.
Trzeba było przejechać kilka metrów i wtedy wyskakiwał zadowolony z auta.
Wybrałam takie wspomnienie z dzieciństwa, dlatego że Mikuś był zawsze obok mnie, odkąd pamiętam, a kiedy odszedł, było mi bardzo smutno. Zostały tylko wspomnienia...
*************************************
Zgłoszenie nr 36
Zgłasza Katarzyna Jadwiga Wierzba
Gram dla Natalia 3 miesiące. 
(zgłoszenie na Facebooku)

Z dzieciństwa pamiętam najlepiej dużą lalkę, które wtedy była prawie w naszym wzroście. Byłam po prostu wniebowzięta a szczególnie, że mama szyła nam do nich ubranka  Dostałam ją wtedy pod choinkę czego zupełnie się nie spodziewałam, ponieważ nie powodziło nam się zbyt dobrze. Teraz dopiero wiemy, że rodzice musieli pożyczać pieniądze aby spełnić skryte marzenia córeczki  Do dzisiaj za każdym razem jak sobie wspólnie gadamy o dzieciństwie to dziękuję im za ten prezent  Tym bardziej jest dla mnie bardzo wartościowa,gdyż wiem ile wyrzeczeń kosztowała moich rodziców,ile razy mama zawaliła noc szyjąc mi dla niej kreacje,które sobie wymarzyłam,ile musiała się nakombinować by zdobyć materiał na te ubranka,ile razy ukuła sobie palce igłą...i to wszystko dla mnie Przez długie lata, gdy się nimi bawiłam, pozostawała w stanie idealnym. Wiązałam jej włosy w warkocz, żeby się nie poplątały, czyściłam je, układałam ubranka.Powróciły wspomnienia
i chwile magiczne,bajki od mamy na dobranoc i buziaki,wspaniałe dzieciństwo  Lala jest czyściutka,schowana w pudełku wraz z ubrankami,czeka na moją małą córeczkę,która jestem przekonana pokocha ją tak jak ja  Postanowiłam kupić antyczny kufer i tam odłożyliśmy pierwsze śpioszki, sukienkę do chrztu, pierwszego misia, pierwszy smoczek, pierwsze buciki gdzie dziecko stanęło na własnych nóżkach, rysunek ze szkoły, i tak z każdego roku życia dziecka zostawiamy tylko wszystko co pierwsze. A ta lala będzie dla niej pierwszą i jestem pewna,że przejdzie jeszcze na następne pokolenia :) 😊
*************************************
Zgłoszenie nr 37
Zgłasza Ewelina Wasilewska
Gram dla Wiktorii, ktora przyjdzie na swiat w sierpniu.
(zgłoszenie na Facebooku)

Najmilsze wspomnienie z dziecinstwa to spotkania z ukochana babcia, ktora jest jak mama i najlepsza przyjaciolka w 1. Pamietam, ze spedzalam tam weekendy, swieta, wakacje. Uwielbiam tam jezdzic a w szczegolnosci gdy spotykamy sie wszyscy.  Mam nadzieje, ze takich spotkan bedzie jeszcze bardzo duzo i w coraz wiekszym gronie. Na zdjeciu babcia ze swoimi wnukami i prawnuczka w brzuchu.

*************************************
Zgłoszenie nr 38
Zgłasza Anna Agnieszka Mierzwa
Gram dla Synka w brzuszku, który niebawem pojawi się na świecie! ;)
(zgłoszenie na Facebooku)

Pierwszą planszówkę się długo pamięta,
wiem że byłam wtedy wniebowzięta!
Na moje 7 urodziny ją dostałam
i już się z nią długo nie rozstawałam!
Jej elementy były dosyć banalne,
ale dla małego dziecka wręcz idealne!
Pole do gry przez dziadka było wykonane,
a pionki z drewna przez niego wystrugane!
Z niepotrzebnych ścinków drewna,
ale ja nie byłam wówczas wybredna!
Pamiętam, że jak moją grę dostałam
to z siostrą kilka nocy pod rząd nie spałam!
Zamiast grzecznie spać to ukradkiem grałyśmy
i pamiętam, że ogromną frajdę obie miałyśmy!
Choć zasady gry nie były trudne,
to na pewno nie wydawały się nam nudne!
„Łowcy darów natury” - tak grę nazwałyśmy
bo wszystko, co na spacerze spotkałyśmy
to do zabawy świetnie się nadawało
i dużo nowych możliwości nam dawało!
Najlepiej sprawdzały się kasztany i patyczki
szyszki, żołędzie oraz różne kamyczki!
Dary natury po planszy były rozłożone
i za każdą zdobycz punkty były przydzielone!
Kostką do gry się kolejno rzucało
i o odpowiednią liczbę pól się przemieszczało!
Napotkane rekwizyty do koszyczka się zbierało
i jak najwięcej mieć ich w zbiorze się chciało!
Na planszy były także i pola czarne
kto na nie trafił tego losy były marne,
bo trzeba było na start powrócić,
ale to nie był powód by się zasmucić!
Jeśli dobrze pamiętam to było też kilka pól czerwonych
i do nich po pięć ujemnych punktów przydzielonych!
Na koniec ta osoba wygrywała,
która najwięcej punktów uzbierała!
Jak dobrze, że za moich czasów nie było komputerów,
tabletów, smartfonów i innych bajerów!
I z grą planszową mam piękne wspomnienia związane,
na całe życie tamte chwile pozostały zapamiętane! :)

*************************************
Zgłoszenie nr 39
Zgłasza Patrycja Głogowska
Gram dla jeszcze  nienarodzonego chrzesniaka Stasia
(zgłoszenie na Facebooku)

Moje najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa to drewniany domek. Bawiłam się nim długie lata. Pamiętam jak w sklepie na wystawie zakochałam się w domku z czerwonym dachem i niebieskimi okiennicami. Był bardzo drogi. Rodziców nie stać było na spełnienie mego marzenia o kupnie. Więc codzienne biegałam  pod sklep choć na niego popatrzeć, a potem o nim śnić. Nagle też tata zaczął znikać gdzieś popołudniami. Raz pamiętam, wrócił ubrudzony niebieską farbą, innym razem czerwoną...aż zagadka się rozwiązała gdy pewnego ranka się obudziłam a tam czekał na mnie mój domek marzeń...Ale zrobiony z oddaniem przez mego tatę! Najpiękniejszy dar, bo wykonany z wielką miłością. Bardzo długo postem się  nim bawiłam.
***************************************

1 komentarz:

  1. Mam dużo wspomnień z dzieciństwa. Wiele z nich dotyczy zdarzeń z udziałem zwierząt.
    Jednym z bohaterów takich wspomnień jest kundelek,pies mojej babci. Nazywał się Mikuś.
    Kiedy uczyłam się jeździć na rowerze, biegał zawsze koło mnie, wbiegał pod koła, szczekał, a ja nie raz wywracałam się i próbowałam jechać dalej.
    Babcia musiała go zamykać, aż nauczyłam się jeździć.
    Wtedy tata zamontował mi na kierownicy koszyczek, w którym bardzo grzecznie usadawiał się Mikuś, kiedy tylko widział jak podchodziłam do roweru.
    Nie jeden raz mieliśmy wywrotkę, ale pasażer nie zrażał się.
    Mikuś był psem, który uwielbiał jeździć, obojętnie czym i z kim.
    Kiedy tylko widział otwarte drzwi w samochodzie, wskakiwał i trudno było go wysadzić.
    Trzeba było przejechać kilka metrów i wtedy wyskakiwał zadowolony z auta.
    Wybrałam takie wspomnienie z dzieciństwa, dlatego że Mikuś był zawsze obok mnie, odkąd pamiętam, a kiedy odszedł, było mi bardzo smutno. Zostały tylko wspomniena...

    OdpowiedzUsuń

Wracam po nieobecności i zgłaszamy się do już 48 edycji Blogosfery Canpol Babies i Was zapraszam do udziału!

    A DO ZDOBYCIA 30 ZESTAWÓW Z B UNNY&COMPANY wszystkie szczegóły drogie blogierki/blogerzy znajdziecie tu pod linkiem:  http:...